Upadam

Dlaczego zawsze tak jest, że do każdej radości dołączone są przynajmniej dwa smutki? Dlaczego, gdy już myślę, że wszystko zaczyna się układać, gdy już nieśmiało zaczynam wierzyć, że świat się do mnie uśmiecha, a życie jest piękne, to wydarza się coś co boleśnie sprowadza mnie na ziemię i jeszcze mocniej utwierdza w przekonaniu, że było, jest i już zawsze będzie beznadziejnie? Im wyżej uda mi się wspiąć tym mocniej boli, gdy w końcu upadam. I po każdym takim przeżyciu mniej jest zapału by znów zawalczyć i uwierzyć w siebie. Mówi się jednak, że to co nie zdoła zabić – wzmocni. W moim odczuciu jest tak: co nie zabije to ubogaci. Da nowe doświadczenie i pewną wiedzę. A to nie zawsze umacnia.

Jesteś tylko elementem. Dla Ciebie świat znajduje się za szybą. Za cienką linią, której nie możesz przekroczyć. Nie dotykaj. Obserwuj. Nie czuj. Słuchaj. Milcz. Ale uśmiechnij się, bo tego od Ciebie oczekują. Bo chyba nie chcesz zawracać nikomu głowy? Bądź cichym towarzyszem, dyskretnym. Możesz doradzać, ale wycofaj się z przepraszającym uśmiechem kiedy już nie jesteś potrzebna. I bądź gotowa, gdy znów będą Cię potrzebować. W międzyczasie możesz płakać. Oczywiście tylko wtedy, gdy nikt nie widzi. Bo to nie ważne. Bo Twoje łzy nie są nic warte i nikogo nie obchodzą. Bo przecież Ty nie masz problemów. A jeśli już to nie są one warte uwagi. Zostaną zbagatelizowane jak tamte rany na nadgarstku. Pamiętaj. Nie liczysz się. Jesteś tylko elementem świata innych ludzi.

Po co? Po co w ogóle zakładam bloga? Po pierwsze: papier (a ściślej mówiąc ekran komputera) zniesie wszystko. Mogę pisać to, czego nigdy nie odważyłabym się powiedzieć (i czego nie mam komu opowiedzieć). Po drugie: blog to taka „proteza przyjaciela”, coś na kształt pamiętnika (a przewaga nad papierowym jest taka, że żaden wścibski człowiek nie znajdzie go na dnie szuflady). Czyli jak wielu przede mną i zapewne wielu po mnie będę zamieszczać tu bzdurne płody mojego umysłu. Śmieci nieinteresujące nikogo poza mną samą.
Wybacz Drogi Czytelniku, że wpadając tu (mniej lub bardziej świadomie) zmarnowałeś przeze mnie kilka minut swojego cennego czasu.